- Stwierdził Pan niedawno, że w nowej
sytuacji politycznej Polska może być przeciwwagą dla
Niemiec...
- Polska i inne kraje
wschodnioeuropejskie potrzebne są Europie przede
wszystkim jako czynniki wnoszące różnorodność, a nie
jako przeciwwaga dla Niemiec. Myślenie w kategoriach
narodów jest dziś anachronizmem. Obecnie same Niemcy
rezygnują z aspiracji do zajmowania pierwszego miejsca w
Europie. Widać to w różnych sferach - na przykład
podpisali już t
raktat, że za osiem lat zrezygnują
z własnej waluty. Niemcy są dziś głównym napędem do
zjednoczenia Europy, a więc... do zmniejszania wpływów
niemieckich. Bo przecież w zjednoczonej Europie państwo
niemieckie nie będzie miało takiego znaczenia jak w
ostatnich dziesięcioleciach.
- Czy w nowej wspólnocie europejskiej
widzi Pan miejsce dla państw sąsiadujących z Polską od
wschodu?
- Gdzieś musi być nowa granica Europy.
Dość pesymistycznie myślę o Rosji. Może ona rozpaść się
na jeszcze mniejsze kraje. Problem będzie też z Ukrainą.
O ile nie ma kłopotu z krajami nadbałtyckimi - Estonia
na przykład ma mniej ludności niż jedna dzielnica
Londynu - to Ukraina jest przecież większa od Francji i
ma więcej ludności niż Wielka Brytania! Trudno więc ją
będzie zasymilo
wać... Zgadzam się ze Zbigniewem
Brzezińskim, że dziś są trzy Europy. Pierwsza to Europa
Zachodnia, czyli obecna Wspólnota Europejska i kraje
neutralne, a więc Austria, Szwajcaria, Szwecja, które
mogą łatwo się połączyć. W skład drugiej Europy wchodzi
Czechosłowacja, Polska i Węgry.
Wreszcie jest trzecia Europa - do niej również należą
kraje, które wyzwoliły się od dominacji sowieckiej, a
więc Bułgaria, Rumunia i państwa nadbałtyckie.
- Mówi Pan, że Polacy mogą pomóc
Zachodowi w poprawie jego kondycji mora
lnej.
- Żyjąc przez pół wieku pod panowaniem
komunizmu, Polacy musieli niemal codziennie dokonywać
wyborów etycznych i światopoglądowych. Czy kosztem
sumienia zapewnić sobie pewien komfort materialny i tzw.
spokojne życie, czy też bronić własnych przekonań i gdy
będzie trzeba - płacić za nie. Niekiedy "tylko"
pogorszeniem swojego statusu życiowego, ale często nawet
więzieniem. To zrodziło wyostrzoną świadomość moralną.
Życie na Zachodzie nie wymusza rozstrzygania takich
dylematów. Może więc stąd biorą się
tam postawy czysto merkantylne,
skrajny konsumpcjonizm. Wszystko to naturalnie nie
oznacza, że komunizm równocześnie nie dokonał ogromnych
spustoszeń w polskiej moralności.
- W Polsce słyszy się głosy, że zbyt
dużo mówi się o związkach z Europą, że ten kurs oznacza
ograniczenie dopiero co odzyskanej suwerenności, a w
dodatku grozi to przejęciem najgorszych cech Zachodu:
konsumpcjonizmu, merkantylizmu.
- Zamykanie się przed Europą to
samobójstwo. Jednak zbliżenie to nie powinno oznaczać
wyparcia się własnej tradycji, zwłaszcza że może być
ona, jak mówiliśmy, atrakcyjna dla innych. A mówienie o
utracie suwerenności przez związek ze Wspólnotą
Europejską to czysty absurd.