|
Rozmawiał Waldemar
Pankowski
POLACY JAK IRLANDCZYCY
- W swojej ostatniej wydanej po
polsku książce Serce Europy zatrzymuje się Pan na pierwszych
wolnych wyborach parlamentarnych w 1991 r. Pada pytanie:
co będzie dalej? Dziś już wiemy, że dalej było
zwycięstwo SLD i Kwaśniewskiego.
- Moim zdaniem, prawdziwe
niebezpieczeństwo jest nie w kraju, ale poza nim. Polska
adaptuje się do nowych warunków nieźle i da sobie radę,
jeśli będzie zostawiona sama sobie. Dlatego jestem
przekonany, że zarówno dla Polski, jak i Europy jest
bardzo ważne, aby
wasz kraj znalazł się w NATO. Jest także w interesie
samej Rosji, żeby w środku Europy nie było próżni, w
której w przeszłości zaczynały się wszystkie konflikty.
Są bowiem jeszcze w Rosji ludzie, którzy myślą o
odbudowie ZSRR, a także tacy, dla których Warszawa jest częścią imperium
rosyjskiego. W tej części Europy wszyscy mają bardzo
długą pamięć.
- Ale czy polityka Moskwy nie okaże się
znów skuteczniejsza niż Warszawy?
- Mam nadzieję, że nie. Trzeba jednak
pamiętać, że Rosja jest nie tylko wielkim mocarstwem,
ale ma także doskonałą tradycję dyplomatyczną. Świetnie
się reklamuje, przede wszystkim w Ameryce, gdzie poglądy
rosyjskie przyjmowane są za pewnik. Dlatego ważne jest,
aby Polacy nie walczyli sami, żeby istniała wspólna
polityka wszystkich pań stw europejskich wobec NATO i Rosji. I w
takiej polityce Polska ma swoje miejsce.
Boję się jednak, czy w samej Wspólnocie
Europejskiej nie nastąpi kryzys. Jej działania wobec
Bośni okazały się nieskuteczne. Trochę się obawiam, że w
sprawie wstąpienia Polski do NATO będzie dobra wola, ale
w klimacie kłótni Europa nie będzie w stanie o niczym
zadecydować. Nie uzgodni, czy Polska, Czechy czy Węgry
byłyby dobrze widziane we Wspólnocie, bo w ogóle nie
potrafi się zdobyć na żadne ruchy.
- W 1989 roku na KUL-u mówił Pan: "Polska rewolucja
świadomości powstała w sercu narodu, który zdał sobie
sprawę, że już dłużej nie może pogodzić patriotycznych i
religijnych wartości z oficjalnym kłamstwem". Co stało
się z Polakami? Kandydat na prezydenta okazuje się
kłamcą, wybucha
sprawa Oleksego, a poparcie dla SLD stale rośnie.
- Nie sądzę, żeby z Polakami działo się
coś złego. Na pewno jest zmęczenie po latach walki.
Zmęczenie polityką. Poza tym Polacy są przekorni.
Dlatego wątpię, czy naprawdę wiele osób głosowało na
Kwaśniewskiego. Większość głosowała przeciw Wałęsie,
bezrobociu, szybkim reformom. Wreszcie, moim zdaniem, w
pewnym sensie przeciw Kościołowi - z obawy, że zyska on
większe wpływy. Zwycięstwo SLD, które - przyznaję - jest
jeśli nie wstydliwe, to troszkę dziwacz ne, to efekt przekorności
Polaków. Ale to jest chyba tylko okres przejściowy. Nie
sądzę, aby to miało trwać długo.
- Czy aby kolejny raz nie potwierdza
się stereotyp, że Polacy potrafią tylko burzyć, a nie
budować?
- Taki stereotyp jest nieuczciwy. To
normalne, że po 40 latach
komunizmu nikt nie ma doświadczeń, jak organizować życie
społeczne. Komunizm, jak każda dyktatura, wykształcał
przede wszystkim zdolność sprzeciwu. Jednak w historii
Polski była zawsze nie tylko tradycja walki, ale i
budowania. Znam w
Londynie wielu wspaniałych polskich inżynierów. Jak
Polak dobrze zarabia, jak ma motywację, to potrafi...
- Ale czy ludzie Zachodu są w stanie
zrozumieć tak myślących Polaków?
- W Anglii z pewnością rozumie się ich
bardzo dobrze. Wystarczy tylko powiedzieć, że Polacy to
tacy Irlandczycy, i już wszyscy wiedzą, o co chodzi
(śmiech).
- Czy emocjonalne i rodzinne związki z
Polską nie przeszkadzają Panu w obiektywnym badaniu jej
dziejów? Kiedy się czyta Pana prace, czasem wydaje się,
że identyfikuje się Pan z Polakami.
- Przyznaję, emocjonalnie jestem trochę
Polakiem. Czy to mi przeszkadza? Myślę, że nikt nie
poświęci 20-30 lat życia tematowi, który osobiście go
nie interesuje. Cała sztuka polega na tym, jak będąc
związanym emocjonalnie, jednocześnie mieć dystans. Nie
wiem, czy mi się udało, ale to jest ten ideał, do
którego powinno się dążyć.
- Podobno historia jest nauczycielką
życia. Czy Polacy potrafią wyciągać wnioski ze swoich
dziejów?
- Bardzo wątpię, czy historia uczy
czegokolwiek wprost, bezpośrednio. Prof. Taylor, mój
mistrz w Oksfordzie, miał takie powiedzenie: "Historia
nie uczy niczego poza tym, że historia niczego nie
uczy". Ale wydaje mi się, że Polacy mogą dużo zyskać
duchowo, studiując własną historię. Bo przecież fakt, że
Polska w o góle dziś istnieje, to przecież cud.
W tym sensie historia uczy, że Polacy przetrwali, bo
potrafili walczyć o swe państwo i ich obowiązkiem jest
walczyć dalej.
"Gazeta Wyborcza" nr
68,
20.03.1996 |