|
Rozmawiał Wiktor
Krzyżanowski
-
KONIEC KORONY?
-
Norman Davies o swojej najnowszej
książce Wyspy
-
- Co
skłoniło Pana, aby tym razem zająć się historią wysp
brytyjskich?
- Tu wszystko się
ludziom pomieszało: nie wiedzą, gdzie jest Anglia, co to
znaczy Zjednoczone Królestwo. Sztandarowa pozycja
historyczna The Oxford History of Britain
już we wstępie pokazuje, że autor
nie wie, co to jest Brytania. On myśli, że to to
samo co Wielka
Brytania. Mamy tu bigos geograficzny, historyczny i
terminologiczny.
- Pan postanowił to
uporządkować.
- Tak. Ciekawiło mnie, jak to się
stało, że ludzie nie wiedzą nic o przeszłości swego
kraju. Gdzie indziej byłoby to niemożliwe. Otóż przez
kilkaset lat Londyn był najważniejszym miastem w
Europie. Ta dominacja spowodowała, że Anglicy nie
musieli się zastanawiać, kim są i gdzie są granice
"angielskości". Dla nich wszystko było ich własnością.
To było dla nich oczywiste, więc o tym nie myśleli. l
dlatego w Szkocji, Walii i Irlandii buntują się i nie
chcą przyjąć tej dominacji.
- Z
Wysp wynika jednak, że Zjednoczone Królestwo
pozycję zawdzięcza temu, że jest konglomeratem tych
wszystkich narodów i państw. Czy Anglia pełniła po
prostu rolę lidera?
- Zjednoczone Królestwo jest tworem
historycznym, w którym oba te czynniki były niezbędne. W
XVI wieku mamy więc unię Anglii z Walią, na początku
XVIII wieku Anglii i Walii ze Szkocją - i tak powstała
Wielka Brytania. Wreszcie na początku XIX wieku doszło
do unii Wielkiej Brytanii z Irlandią. Przez cały ten
czas Anglia była tylko częścią królestwa, co prawda
dominującą, ale częścią. Niestety, Anglicy nie patrzą na
rozwój Królestwa i nie widzą jego upadku. Paradoksalnie
po I wojnie Zjednocz one Królestwo straciło więcej
terytorium niż Niemcy. Ale Anglicy o tym w ogóle nie
myślą.
- A monarchia? Popiera ją 70 proc.
społeczeństwa, co dowodzi, że tu panuje zgoda.
- Nie wierzę tym sondażom. Gdyby w 1789
roku w Paryżu przeprowadzono sondaż o monarchii we
Francji, to 70. a może nawet 80 procent obywateli byłoby
za. W 1917 roku w Petersburgu większość opowiedziałaby
się za carem. Monarchia trwa siłą inercji, zwykli ludzie
nie myślą o tym, jak mogliby żyć bez niej. To nie
znaczy, że taka monarc hia jest mocna. W Wielkiej
Brytanii przeciwnie - monarchia jest bardzo krucha i
długo nie potrwa. Całe młode pokolenie traktuje to
obojętnie. Gdy byłem małym chłopcem i zmarł Król, cała
nasza szkoła płakała. Czuliśmy, że monarchia była
częścią nas. Dzisiaj nic z tego nie zostało,
ewentualnie tylko sentymenty starszych ludzi.
- Skoro prognozuje pan upadek
monarchii, a w Szkocji, Irlandii Północnej powołano
lokalny parlament i rząd, czy przyszłość Wielkiej
Brytanii to po prostu rozpad państwa?
- Tak to widzę. I dlatego próbuję Anglików
upomnieć, ostrzec, że taki los stoi przed nimi. Oni nie
czują w ogóle zagrożenia. Anglia rośnie liczebnie,
południowy wschód ma bogactwa naturalne, po prostu się
rozwija. Szkocja, Walia i Irlandia, ale też północna
Anglia czują się
osamotnione i będą się buntować. Oznaki tego już widać -
oto północny wschód, Newcastle - ludzie tam czują się
bardziej związani ze Szkocją niż z Londynem. I wydaje mi
się, że to poczucie jest bardzo mocne. Paradoksalnie
wspiera je Unia Europejska. Dzięki niej zmiana granic
niewiele dziś znaczy. Wspólna gospodarka, wspólny rynek,
niedługo będzie jedna waluta. W takiej rzeczywistości
mała Szkocja może kwitnąć jak mały Luksemburg czy
Belgia. Unia Europejska to jest klub, w którym jest
miejsce dla
wszystkich typów państw: większych, jak Niemcy,
średnich, jak Polska, czy małych, jak Irlandia.
Walijczycy i Szkoci patrzą na sukces Irlandii, która
odeszła od królestwa 70 lat temu i teraz jest bogatsza
od Wielkiej Brytanii.
- Szkoci mówią nawet o wstąpieniu do
unii walutowej, czego nie zrobiła Wielka Brytania.
- I to jest właśnie dowód na to, jak
niewiele Szkocję dzieli od odłączenia się od Królestwa.
Szkoccy nacjonaliści nie ukrywają, że są za
niepodległością. Na razie nie mają poparcia w
parlamencie, ale wszystko wskazuje na to, że lada moment
je zdobędą.
- Mówi pan o tym, jakby to było
krojenie tortu. Ale czy Londyn zgodzi się oddać Szkocję
z bogactwami naturalnymi, bazami wojskowymi?
- Popatrzmy na to inaczej: czy Londyn
może przeszkodzić temu procesowi? Jeśli deputowani
parlamentu w Edynburgu zagłosują za separacją, to stanie
się ona faktem. Wywoła to kryzys w Londynie, ale nie
wyobrażam sobie, żeby rząd zrobił to, co zrobił w
Irlandii na początku wieku, żeby użył siły. Tym
bardziej, że nie przyniosło to wtedy
rezultatów.
- Rozpad Wielkiej Brytanii jest
nieunikniony?
- To nie do końca pewne. Jeśli nastąpi
kryzys w Unii, koncepcje separatystyczne będą musiały
być odłożone, możliwe są bowiem tylko wewnątrz Unii
Europejskiej.
- Pana
prace znalazły się tuż za dziełami Pawła Jasienicy w
plebiscycie "Życia" i Porozumienia Wydawców Książek
Historycznych na najważniejszą pozycję historyczną
naszego wieku. Jak dziś pisze się książki
historyczne?
- To widać w wynikach tego sondażu. W
PRL-u był głód prawdziwej historii. Ludzie wiedzieli, że
ta oficjalna historia jest fałszywa i dlatego cenili tak
wysoko Jasienicę. Cenili człowieka, który ośmielił się
mówić prawdę, nie pisał pod naciskiem politycznym,
ideologicznym. On karmił ludzi, któ rzy czuli głód prawdy. On pierwszy.
Natomiast ja zacząłem pisać Europę
w latach
80., gdy jeszcze istniał podział, a Europa żyła jeszcze
bez świadomości wschodu. Ludzie już nawet zaczęli mówić,
że Europa to jest Zachód, natomiast wschodni blok żył w
izolacji. Poczułem
potrzebę, żeby napisać o całej Europie. Zanim moja
książka została wydana, cały ten podział zniknął.
Dlatego ta książka była także wielkim sukcesem na
Zachodzie, bo to była rewelacja - dowód, że Europa nie
kończy się na Niemcach. Ta książka pokazała, że Polska jest członkiem
tej samej wspólnoty.
- Wynika z tego tylko, że historyk musi
mówić prawdę.
- Prawda jest trudna. Nie każdy szuka
prawdy. W systemie komunistycznym prawda się w ogóle nie
liczyła, przeszłość była używana jako element
manipulowania teraźniejszością. Historyk musi pisać o
faktach, o prawdzie na tyle, na ile jest ją w stanie
ustalić. Ale też pisać musi o mitach, o tym, co w mitach
jest legendą, a co faktem. Mity istnieją, a ponieważ są
częścią naszej świadomości - mają miejsce w
historii.
"Życie" nr 292,
15.12.1999 |