Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Oficjalna strona internetowa Normana Daviesa
WYWIADY   

Rozmawiali Maria Graczyk i Wiesław Kot

EUROPEJSKIE RISOTTO

- Co Polacy muszą zmienić w swoim zachowaniu po przystąpieniu do Unii Europejskiej? Z czego będą musieli zrezygnować, a czego się nauczyć?

- Po pierwsze, integracja będzie postępować bardzo powoli. Na przykład Wielka Brytania członkiem wspólnoty jest od 25 lat i dopiero teraz zachodzą zmiany w świadomości, a na tym jeszcze nie koniec. Bardzo więc wątpię, czy nastąpi szok wywołany przemianami. Po drugie, nie tylko członkowie UE się zmieniają, ale także sama Unia. Polska nie wstępuje do klubu, który ma skostniałą, niezmienną formę. Odwrotnie - Unia jest w stanie płynnym i nie tylko ona zmieni Polskę, ale też wasz kraj będzie miał wpływ na tę organizację. Każdy członek UE dodaje coś do tego "risotta".

- Czy cokolwiek z naszej historii, kultury czy sposobu bycia możemy zaoferować Unii Europejskiej?

- Przez czterdzieści lat wspólnota europejska przypominała pociąg jadący po gospodarczych torach. Na razie jest to integracja ekonomiczna, która pociągnie za sobą pewne zmiany polityczne oraz te dotyczące trzeciego filaru -bezpieczeństwa. Moim zdaniem, unią nadal kieruje obsesja materialistyczna, dobrobyt jest często uważany za ważniejszy niż pokój i spokój. Z powojennych deklaracji wynika jednoznacznie, że integracja nie miała być przede wszystkim gospodarcza, lecz głównie polityczna, aby tworzyć takie warunki, w jakich wojna między państwami w Europie nie byłaby już możliwa. Kraje, które doznały ucisku ze strony obcego systemu ideologicznego, mogą wprowadzić do unii inny wymiar, wskazać, co jest ważne, a co nie. Zwłaszcza że sama Unia Europejska jest zagubiona. Dawny Zachód słabo zna wschodnich sąsiadów, na przykład w Niemczech ludzie wiedzą o Polsce bardzo mało. Polska ma swoim partnerom wiele do przekazania. W unii obowiązuje ruch dwukierunkowy - nowi członkowie zarówno się dostosowują i uczą, jak i sami nauczają innych.

- Zbytnie przywiązanie do suwerenności narodowej może być jednak przeszkodą w integracji.

- Polacy walczyli o swoją niepodległość prawie 200 lat i jest w pewnym sensie ironią, że zaraz po odzyskaniu pełnej kontroli nad swoim losem decydują się na integrację, w trakcie której częściowo i stopniowo muszą zrezygnować z tego zwycięstwa. Ale to jest naturalne, choć dzieje się dość szybko. Niemcy dopiero po zjednoczeniu w 1990 r. odzyskały pełną suwerenność, a przecież jak najbardziej opowiadają się za integracją. Trzeba być wolnym, aby móc coś oddać.

Poszerzenie obszaru unii stwarza wielkie szanse. zwłaszcza dla państwa, które jest mniej rozwinięte i przyciągnie nowe inwestycje. Warto zwrócić uwagę na Irlandię. Trzydzieści lat temu Irlandia była jednym z najbiedniejszych krajów we wspólnocie gospodarczej, teraz jest bogatsza od Wielkiej Brytanii. Ta zmiana nastąpiła dzięki integracji. Irlandia była krajem małym, mało znaczącym politycznie. Słabo rozwinięta gospodarczo, kulturalnie prawie nieznana, zawsze pozostawała w cieniu Królestwa. Proszę popatrzeć, co się stało: Irlandczycy zdecydowali się na nowy kierunek rozwoju, wprowadzili nowe technologie, szkolnictwo komputerowe itd. I pierwszy raz od 500 lat angielscy robotnicy szukają pracy w Dublinie. Ostatnio Irlandczycy lepiej gospodarują niż Anglicy. Owszem, nie każdy eksperyment musi się udać, ale możliwości są duże.

- W jakim stopniu Niemcy mogą pomóc w integracji Europy?

- Niemcy są dużym państwem, mają prawie 100 min mieszkańców. Dlatego trudno od nich oczekiwać jednolitych sygnałów. Przed wprowadzeniem wspólnej waluty Niemcy mają prawo być bardzo zaniepokojeni, bo mają najsilniejszy pieniądz i dobrowolnie z tego nie zrezygnują. Rośnie też strach. Neofaszystów ma każdy naród. Musimy się z tym pogodzić i zwalczać ich, a nie bać się z powodu jakichś incydentów. Nie wolno patrzeć na Niemcy jak na III Rzeszę czy Cesarstwo Niemieckie. RFN jest teraz federacją. Polska jest natomiast jednym z największych jednorodnych krajów w Europie, większym od Bawarii czy Saksonii.

- Zarażona materializmem Europa jest terenem historycznie określonym przez chrześcijaństwo, ale jego żywotność już zanika. Czy chrześcijaństwo wycofuje się z Europy i przenosi swój "matecznik" do krajów Trzeciego Świata? W jakim stopniu ta religia może być inspirująca?

- Nowoczesna Europa jest i musi być pluralistyczna. Nie może mieć jednej ideologii i wiary, bo to niemożliwe. Z drugiej strony, chrześcijańskie korzenie są wszędzie i stanowią element jedności. Poza tym chrześcijaństwo nie jest religią europejską, to religia uniwersalna i nikt w Europie nie może powiedzieć, że Kościół katolicki jest europejski.

- Mówi się, że Europa może się rzeczywiście zjednoczyć tylko wtedy, gdy będzie czuła zagrożenie zewnętrzne, na przykład ze strony islamu czy imperialnej Rosji.

- Tę listę zagrożeń można by wydłużyć chociażby o Amerykę. W pewnym sensie Europa ma bronić swoich narodów przed amerykanizacją i globalizacją, głównie kultury. Ameryka też się zmienia, stopniowo odchodząc od swoich związków z Europą. Z kolei islam, jak sądzę, pełni funkcję straszaka. Co innego Rosja. Jest ciągle największym krajem na świecie i jest uzbrojona. Może podążyć w kierunku dyktatury lub anarchii, co byłoby w równym stopniu groźne. Dla nas idealna jest Rosja z umiarkowanym bałaganem wewnętrznym, tak jak w tej chwili.

- Czyżby nikomu nie zagrażała jedynie Rosja znajdująca się w stanie bezładu?

- To wszystko się powoli zmieni, nie można oczekiwać od Rosjan, aby natychmiast zrezygnowali ze struktur i przyzwyczajeń, jakie tworzyli przez setki lat. Cieszmy się z tego, co mamy.

- A "makdonaldyzacja"?

- To przykład amerykanizacji przynoszącej bardzo smutne skutki. Proszę zobaczyć, co się dzieje w Paryżu - jest tam więcej barów McDonald's niż restauracji z kuchnią francuską. A to jest tylko jeden koncern. Wydaje mi się, że wraz ze wzmocnieniem Europy zwiększy się kontrola nad takimi zjawiskami. Podobnie z telewizją. W tej chwili wpływy amerykańskiej, bardzo często najtańszej i najpodlejszej telewizji są ogromne. A jedynie Francuzi próbują się bronić. Tu nie chodzi o język, tylko o siłę materialną tych firm.

- Styl życia w Polsce stał się czymś pośrednim pomiędzy telewizyjnymi serialami a realiami. Na co tym razem zwrócił pan uwagę w Polsce?

- Od czasu mojej poprzedniej wizyty powstał nowy rząd. W 1993 roku, gdy odbywały się wybory i wygrał SLD, powiedziałem, że scenariusz nie musi być szkodliwy, że ta formacja prędzej czy później odejdzie, że jest to konieczna i krótka faza demokracji. Dla społeczeństwa, które przez 50 lat nie doświadczyło żadnej zmiany władzy, bardzo zdrowe jest to, że teraz odbywa się ona bezboleśnie. Oznacza to, że demokracja działa, a problemy mogą być rozwiązywane.

- Z wyjątkiem lustracji...

- Zawsze mówiłem, że to wielki błąd, a koszty tego zaniechania będą odczuwalne jeszcze długo. To słaby punkt, ale nie śmiertelne zagrożenie. Moralnie jest to jednak sytuacja bardzo szkodliwa. Ogromne znaczenie ma bowiem oczyszczenie, nawet symboliczne, rytualne. Nie chodzi o zniszczenie członków dawnego reżimu, lecz o pokazanie, że teraz obowiązują inne wartości.

"Wprost" 31.05.1998

powrót  
www.milosz.pl