"Wenus z
Laussel" pochodzi z 19 000 r. p.n.e. Jest to pomalowana
czerwoną ochrą płaskorzeźba znajdująca się na
wewnętrznej ścianie jednej z grot w Dordogne.
Przedstawia postać siedzącej kobiety. Rysy twarzy się
nie zachowały, widać natomiast grube pasmo włosów
odrzucone do tyłu na ramię, duże obwisłe piersi i
szeroko rozsunięte kolana, odsłaniające srom. Lewa ręka
spoczywa na ciężarnym brzuchu. Prawa, zgięta w łokciu,
unosi w górę bawoli róg w kształcie
półksiężyca.
Jak na
większości przedstawiających ludzi wizerunków z
najwcześniejszego okresu sztuki europejskiej, który
obejmuje ponad dziewięćdziesiąt procent całych dziejów
ludzkości, silne wyeksponowanie cech płciowych tej
postaci jest równie uderzające, co pełne
wymowy. Powszechnie
uważa się ją za wyobrażenie bóstwa z epoki paleolitu -
jedną z wersji "Wielkiej Matki Wszechświata",
której kult dominował w rytuałach i wierzeniach
prehistorycznych matriarchalnych społeczności. Według
jednej z interpretacji, przewodniczyła ona rytuałom
masek - tanecznej pantomimie, podczas której mężczyźni,
kobiety i dzieci starali się osiągnąć stan mistycznej
komunii z duchami zwierząt. Według innej, mniej
powszechnej opinii, stanowiła zwieńczenie sumy wyobrażeń
ludzi jaskiniowych, dla których jaskinia była "łonem-grobem-labiryntem Wielkiej
Matki Ziemi", a ciąg "krew-kobieta--księżyc-bawół-róg-narodziny-magia-cykl
życia znajdował analogię w nieprzerwanym rezonansie, czy
też harmonii, świętej energii" *1
.
Matriarchalny charakter prehistorycznej społeczności, z jej
skoncentrowaniem się wokół kobiety, przyjmuje większość
teoretyków, poczynając od Marksa i Engelsa. Natomiast
założenie, że matriarchat utrzymywał się jedynie w
społecznościach o najniższym i najbardziej
"prymitywnym" poziomie rozwoju technicznego, uważa się
dziś za niesłuszne. W swojej książce Białabogini: gramatyka historyczna mitu
poetyckiego (1966) angielski
pisarz i poeta Robert Graves szuka źródeł kultur
matriarchalnych w Europie. W rozważaniach na temat mitów
greckich śledzi zmianę statusu kobiety: jej upadku z
wyżyn boskości w epoce pierwotnej ku nizinom
niewolnictwa świata antycznego.
Inni
badacze śledzili
"żeńskie" początki języka, a więc
i całej świadomie wytwarzanej kultury. Nie jest
wykluczone, że w długiej epoce myślistwa i zbieractwa, w
okresie "niemowlęctwa" ludzkości, kobiety i dzieci
opanowały sztukę mówienia, w czasie kiedy mężczyźni
przebywali na polowaniu. Gdyby tak było, różnica w
opanowaniu języka wynikająca z różnicy płci mogłaby być
wyłącznie kwestią stopnia, ponieważ mali chłopcy musieli
przecież uczyć się używać słów w tym samym czasie co ich
siostrzyczki.
Bardziej przekonywająca i prawdopodobna jest
możliwość, że społeczności matriarchalne i patriarchalne
zazębiały się, tworząc szeroki zakres form pośrednich.
Jeśli teoria Marii Gimbutas jest słuszna, to opanowanie
stepów pontyjskich przez ludzi
"kultury kurhanowej" w późnym
neolicie oznaczało nadejście nie tylko
Indoeuropejczyków, ale także wojennych, patriarchalnych
tradycji. Natomiast po późniejszym opanowaniu tych
terenów przez Sauromatów, tworzących pierwszą falę ludów
sarmacko-irańskich - około roku 3000 p.n.e. żyjący w
matriarchacie przybysze zaczęli się mieszać ze swoimi
patriarchalnymi poprzednikami. W nawiązaniu do tego
Herodot przekazuje
ciekawą opowieść o tym, jak wojownicze Amazonki umknęły
z południowych wybrzeży Morza Czarnego i - wstąpiwszy w
związki ze scytyjskimi zuchami - założyły nową ojczyznę
"o trzy dni marszu
od Jeziora Meockiego". Opowieść tę uważano za czczy
wymysł aż do czasu, kiedy archeolodzy zaczęli znajdować
w grobach Sauromatów szkielety kobiet-wojowników.
Sarmacka księżniczka z nieco późniejszego okresu, której
grób odkopano w pobliżu miejscowości Kołbiakow nad
Donem, została pochowana razem ze swoim wojennym
toporem.
Jak każda entuzjastycznie propagowana
doktryna, feministyczne stanowisko wobec prehistorii nie
jest wolne od pewnej dozy ekstrawagancji. Ale nie jest
także kompletnie niemożliwe do przyjęcia:
Ponieważ
oddzieliliśmy ludzkość od natury, podmiot od przedmiotu,
(...) a uniwersytety od uniwersum, wszystkim ludziom, z
wyjątkiem poetów i mistyków, niezwykle trudno zrozumieć
(...) holistyczną i mitologizującą myśl ludzkości epoki
lodowcowej. Już sam język, którego używamy (...), mówi o
narzędzia
ch, myśliwych i
mężczyznach, gdy tymczasem każdy posąg i każde
odnalezione malowidło krzyczy do nas, że owo
człowieczeństwo epoki lodowcowej to kultura sztuki,
miłości do zwierząt, i kobiet (...) Zbieractwo jest
równie ważne jak polowanie, ale mówi się tylko o
polowaniu. Wspomina się o opowiadaniu, ale opowiadający
to raczej myśliwy niż wiekowa kapłanka księżyca. Opisuje
się inicjację, ale jej przedmiotem nie jest młoda
dojrzewająca dziewczyna, która ma poślubić księżyc, lecz
chłopak, który ma zostać wspaniałym myśliwym *2.
Bez
względu na to, jaką się przyjmie definicję, uznaje się
powszechnie, że cywilizacja Zachodu bierze swoje
początki z tradycji judeochrześcijańskiej i kultury
świata klasycznego. W obu kulturach - w kulturze Jahwe i
Jowisza-Zeusa - dominowały bóstwa płci męskiej. Ale nie
powinno się zapominać, że przedtem przez całe wieki
najważniejsze bóstwo zawsze było kobietą. Można jedynie
zakładać, że na ludzkości - przynajmniej dopóki
pozostawała gatunkiem małym i słabym - większe wrażenie
robiło
poczęcie i narodziny, które były
udziałem kobiety, niż zabijanie i śmierć, które
stanowiły domenę mężczyzny.
Najrozmaitsi ludzie marzyli o dawno utraconym
raju odległej przeszłości. Romantycy, nacjonaliści i
marksiści - wszyscy mieli swoje wyidealizowane rajskie
ogrody i na wpół mityczne złote wieki. Dziś to samo
robią feministki. Jedno jest pewne: Wenus z Laussel - i
wiele jej podobnych - nie była wyłącznie obiektem
służącym do zaspokojenia męskich zachcianek. Prawdę
mówiąc, to w ogóle nie była żadna
Wenus.
1. Monica Sjoo i Barbara Mor,
The Great Cosmic Mother: Rediscovering the Religion
of the Earth, San Francisco 1987, s.
84.
2. W. l. Thompson, The Time
Falling Bodies Take to Light: Mythologies, Sexuality
and the Orgins of Culture, Nowy Jork 1981, s. 102;
cyt. w: Sjoo i Mor, The Great Cosmic Mother, op.
cit., s. 79.