|
RECENZJA Europy
Marta Nowicka
KSIĄŻKA O CAŁEJ
EUROPIE
Okładka już czeka. A na okładce, pod
imieniem i nazwiskiem autora, tylko jedno słowo:
Europa. Taki
tytuł będzie nosił polski przekład najnowszego,
niezwykłego dzieła Normana Daviesa Europe: A
History, które od jesieni ubiegłego roku jest w
Wielkiej Brytanii wydarzeniem wydawniczym.
W ciągu trzech miesięcy od publikacji
książki (październik-grudzień 1996) rozeszła się ona
niemal w 30 tysiącach egzemplarzy, co przeszło wszelkie
oczekiwania wydawców. W Oksfordzie, gdzie Davies
mieszka, książka ta leży podobno przy każdym kominku. U
nas Europe: A History (tymczasem tylko po angielsku)
można obejrzeć lub kupić (cena 89 zł) w księgarniach
wydawnictwa Oxford University Press.
Polskie wydanie ukaże się nakładem
krakowskiego wydawnictwa Znak na początku przyszłego
roku w przekładzie, podobnie jak Boże igrzysko,
prof. Elżbiety Tabakowskiej z Uniwersytetu
Jagiellońskiego.
O sposobie trafnego przetłumaczenia
tytułu Europe: A History mówiono na początku
grudnia ubiegłego roku na spotkaniu z Normanem Daviesem
w Krakowie, zorganizowanym w związku z
przygotowywaniem przez wydawnictwo Znak polskich przekładów dwóch
książek brytyjskiego historyka: Europe: A
History oraz monografii wojny polsko-sowieckiej 1919/20
White Eagle, Red Star
(Orzeł biały, czerwona gwiazda, w
tłum. Andrzeja Pawelca). Polski tytułEuropa - a nie Historia Europy, jak pisano dotychczas w wielu
artykułach i wywiadach - autor uznał za bliższy
oryginalnemu. Tytuł Europe: A History sugeruje bowiem, że mamy do
czynienia z jednym z możliwych ujęć dziejów Starego
Kontynentu.
A jest to ujęcie
całościowe, opisowe, panoramiczne, a w stylu - barwne i
lekkie, które polskiemu czytelnikowi może nasuwać
skojarzenia z książkami Pawła Jasienicy. W roku 1990,
kiedy Davies przystępował do pracy, tak tłumaczył
potrzebę wszechstronnego opisu historii Europy:
"W mojej książce chciałbym
pokazać różnorodność historii Europy, udowodnić, że
ważna jest nie tylko polityka i ekonomia. Istnieje
przecież cała gama innych, często
bagate
lizowanych
tematów, wątków antropologicznych, środowiskowych,
społecznych, religijnych i językowych. Podobnych
kategorii wyróżniłem 60 i każdą z nich próbuję
zasygnalizować. Mam nadzieję, że książki jeszcze są w
stanie zmieniać świadomość ludzi. Nowa
świadomość może z kolei
naprawić rozmaite błędy. Książki o całej Europie
brakuje, przede wszystkim w krajach zachodnich. W mojej
metodzie pisania o historii ogromną rolę odgrywa
literatura, sztuka kraju, o którym piszę" *1.
Nie ignorować Wschodu
Boże Igrzysk o Davies zadedykował
starszemu synowi, Danielowi; Europę - młodszemu,
dziesięcioletniemu Christianowi, który nie pamięta, by
ojciec zajmował się czymś innym poza jej pisaniem. Nad
Europą Davies pracował bowiem prawie przez siedem
lat. Gdy w końcu lat 80. wydawnictwo Oxford University
Press zaproponowało mu, by napisał historię całej
Europy, uznał to nie tylko za wyróżnienie, ale i za
obowiązek, ponieważ zdawał sobie sprawę, że inni
historycy nie spełniliby podstawowego wymogu takiej
syntezy - potraktowania na równi historii Europy
Wschodniej i Zachodniej. Od początku swej kariery
historyka Davies zwalcza "zachodocentryzm". Ubolewa nad
tym, że Anglicy pod słowem "Europa" rozumieją Europę
Zachodnią, nie biorąc pod uwagę krajów położonych na
wschód od Łaby. Potępia popularne na
uczelniach angielskich i amerykańskich pojęcie
"cywilizacji zachodniej".
Sam przyjechał do Polski na początku
lat 60., kiedy w Anglii zainteresowanie krajami Europy
Wschodniej nie było w modzie, a nieliczni zajmujący się
nimi historycy uchodzili za dziwaków. Jeśli interesowano
się zagranicą, to głównie Francją, Niemcami, ewentualnie
ZSRR.
"Proszę tylko spojrzeć - mówi Davies do
przeprowadzającej z nim wywiad dziennikarki brytyjskiego
"Timesa", pokazując folder reklamujący wystawę na temat
Holocaustu w Imperial War Museum. W folderze
przedstawiono mapę obozów koncentracyjnych. - Czy nic tu
pani nie dziwi? Mapa przedstawia przedwojenną Polskę, a
nie Wielką Rzeszę. O historii Europy pisze się zazwyczaj
tak, jak gdyby Europa Wschodnia, czy
li ponad połowa
naszego kontynentu, w ogóle nie istniała. To zupełnie
tak, jak gdyby atlas anatomiczny pokazywał tylko jedną
nogę" *2.
Dom w Bolton
Wyczucie historii Norman Davies zdobył
w rodzinnym domu - w Bolton na północy Walii. Jego dwaj
wujowie zginęli w bardzo młodym wieku w I wojnie
światowej. Brat ojca, Norman, który miał być pierwszym w
rodzinie studentem Oksfordu, poległ tuż po wylądowaniu
wojsk we Francji, a brat matki, James - dokładnie w dniu
zawieszenia broni. Davies stale słyszał: "Masz
szansę, której im zabrakło. Nie
zmarnuj jej, chłopcze" *3
. Duży wpływ na
kształtowanie osobowości i zainteresowań Daviesa wywarł
też najstarszy brat ojca, Donny Davies, dziennikarz
gazety "Manchester Guardian", który nie tylko znakomicie
pisał na przeróżne tematy - o sporcie, operze,
literaturze i muzyce - ale świetnie też grał w piłkę
nożną i w krykieta. W roku 1958 stryj Don, lecąc z
drużyną Manchester United do Belgradu, zginął w
katastrofie lotniczej. Zdążył jednak nauczyć swego
bratanka posługiwania się zarówno rakietą do krykieta,
jak i piórem.
"Stryj Don był
moim ideałem" *4 ,
wspomina dziś profesor Davies, dodając, że wiele
zawdzięcza także nauczycielom ze szkoły w Bolton.
Historyk uczył tam chłopców włoskiego, zanim zabrał ich
do Florencji, a nauczyciel geografii sięgał po
francuskie podręczniki.
W wyniku tych
wszystkich okoliczności Norman wyrósł na chłopaka, który
w czasie świąt Bożego Narodzenia "czytał pod stołem
książkę, gdy inni zajadali indyka" *5
. Mól książkowy? Bynajmniej. Spełnił
oczekiwania wszystkich, gdy nie tylko dostał stypendium
do Oksfordu, ale grał w uniwersyteckiej drużynie
piłkarskiej i w tenisa.
Metoda Gibbona
Na studiach w
oksfordzkim Magdalen College Daviesa wziął pod
opiekuńcze skrzydła słynny historyk A.J.P. Taylor (wiele
lat później poprzedzi przedmową jego książkę Orzeł
biały, czerwona gwiazda). W poglądach na Europę Wschodnią Davies i
Taylor będą różnić się zasadniczo, ale profesor Oksfordu
nauczył Daviesa czegoś, co zaowocuje we wszystkich jego
książkach: sztuki jasnego formułowania myśli, trafiania
do czytelnika, w myśl zasady, że historyk pełni rolę
pośrednika między dziejami a ludźmi, którzy chcą je
poznać.
Davies nigdy nie akceptował podziału na
historię "popularną" i "naukową", uważając jasny i
prosty styl za niezbędny w dobrej historiografii. W
środowisku historyków (od którego Davies zawsze zresztą
stronił, dzięki czemu - jak mówi - mógł tyle napisać)
pokutuje opinia, że jeśli książkę się lekko czyta, to
jest kiepska. Gdy Davies pracował nad
Europą , jego zazdrośni koledzy historycy pytali: "Jak
ci idzie ta twoja chałtura?". A gdy któryś z nich
zagadnął go: "Czy to będzie książka popularna?" - Davies
odrzekł: "Mam nadzieję. Nie chcę, by przypominano o jej
istnieniu, tak jak to bywa z tym, co wy piszecie" *6.
"Wyrazy
uznania ze strony zwykłych czytelników dają mi więcej
satysfakcji niż najwspanialsze recenzje w takich
gazetach, jak 'Times' i 'New York Times'" - powiedział
Davies podczas wykładu z okazji otwarcia 26. Letniej
Szkoły Kultury Języka Polskiego Uniwersytetu
Jagiellońskiego w lipcu 1995 roku, ciesząc się z obfitej
korespondencji, jaką otrzymywał po polskim wydaniu
Bożego igrzyska.
Davies podkreśla,
że jeśli historyk nie chce utracić kontaktu z
czytelnikiem, musi wystrzegać się zbyt daleko posuniętej
specjalizacji i jej żargonu. "Uczonymi ignorantami"
nazywa historyków, którzy zgłębiają wąskie fragmenty
historii, rezygnując z szerszej perspektywy. "Uprawiają
swój ogródek, nie interesując się tym, co dzieje się za
płotem. Tracą kontakt z odbiorcą" *7
.
Davies
ubolewa również nad tym, że studenci mają wiedzę coraz
bardziej fragmentaryczną. Uczą się coraz więcej, ale
wycinkowo.
Niezwykle klarownym, bezpośrednim
sposobem pisania o historii zasłynął XVIII-wieczny
historyk angielski Edward Gibbon, autor
wiel otomowego Zmierzchu i upadku Cesarstwa
Rzymskiego. Davies zawsze stawiał go
sobie za wzór pod tym względem.
Migawki i kapsułki
Europa urzeczywistnia trzy podstawowe
założenia: panoramiczne ujęcie, potraktowanie na równi
wschodu i zachodu Europy, oraz komunikatywny styl.
Niewielu było dotychczas historyków, którzy pokusili się
o przedstawienie w jednym tomie całej historii Europy.
Dzieło Daviesa sięga od czasów
prehistorycznych po upadek komunizmu w roku 1991, od
epoki lodowcowej do pani Thatcher, której Davies zresztą
nie lubił. W głównych dwunastu rozdziałach autor omawia,
w tradycyjnym porządku chronologicznym, podstawowe
epoki: starożytny Rzym i Grecję, Średniowiecze,
Odrodzenie i Reformację, Oświecenie, rewolucję
przemysłową oraz wstrząsany wojnam i wiek XX. Dziedzictwo
wschodniego chrześcijaństwa, sięgającego w głąb Rosji,
ma dla autora taką samą wagę jak dziedzictwo Rzymu.
O tym, jak starał się zapanować nad tak
ogromnym materiałem, aby zawrzeć go w jednym tomie i
podać go czytelnikowi w sposób przystępny i
interesujący, Davies pisze szczegółowo w artykule
How I conquered Europe (Jak podbiłem Europę)
opublikowanym na łamach tygodnika "New Statesman" kilka
tygodni po ukazaniu się książki. Tekst ten, który jest
znakomitym wprowadzeniem do jej lektury, gdyż rzuca
światło na warsztat historiograficzny Daviesa i różne
okoliczności powstania Europy, zasługiwałby na
przedruk w całości. Oto jego najbardziej interesujący
fragment:
"Mając do czynienia z tak obszerną tematyką, a
jednocześnie - z coraz to nowymi publikacjami, nowymi
gałęziami nauk historycznych, badaniami
interdyscyplinarnymi, zdałem sobie sprawę, że muszę
wynaleźć nowe metody skondensowanego podawania
informacji. Może dlatego, że od dawna interesuję się
fotografiką i wiem coś nie coś o ob
iektywach, postanowiłem pisać
tekst na trzech poziomach. Omówieniu wydarzeń pięciu
milionów lat, począwszy od ukształtowania się półwyspu
europejskiego po dzień dzisiejszy, poświęciłem dwanaście
coraz to dłuższych rozdziałów, pełniących rolę jakby
dwunastu szpul z
taśmą rejestrującą obrazy filmowane przez kamerę, która
sunie coraz dalej i dalej przed siebie poprzez czas i
przestrzeń. Każdy z tych głównych rozdziałów kończy się
'ujęciem
migawkowym', czyli krótkim 10-15-stronicowym tekstem,
który wstrzymuje na chwilę bieg narracji, dając
panoramiczny obraz krajobrazu europejskiego z
perspektywy pewnej wybranej chwili i pewnego
symbolicznego miejsca. Owe 'ujęcia migawkowe' są jakby
dziełem 'rybiego oka', czyli wyimaginowanego
szerokokątnego obiektywu. Pierwszy taki 'obiektyw' ustawiłem na tarasie
pałacu w Knossos na Krecie, wśród dworzan Minosa
obserwujących stamtąd wybuch wulkanu na wyspie Thera w
1628 roku p.n.e. Ostatnie 'ujęcie migawkowe' przedstawia
natomiast autora kończącego główne rozdziały 'Europy' w
swym gabinecie w Summertown pod Oksfordem 15
lutego 1992 roku naszej ery.
I
wreszcie - zaplanowałem 300 'kapsułek'. Są to, w myśl
moich zamierzeń, miniaturowe zarysy specyficznych
tematów. Każdy z nich, oddzielony od pozostałych, nosi
własny nagłówek niczym plik w pamięci komputera, a
tematy są tak dobrane, by tworzyły 'oczka' sieci
informacji dotyczącej każdej epoki, każdego kraju,
każdej dziedziny wiedzy. 'Kapsułki' - to jakby fragmenty
różnych obrazów powiększone teleobiektywem. Pierwsza
kapsułka - 'Massili
a' - należy do
kategorii urbanistyki i mówi o dziejach Marsylii.
Ostatnia 'Rufinus' należy do kategorii edytorstwa. [...]
Gdy
moje pióro nabrało rozpędu [Davies pisze ręcznie, bardzo
szybko i czytelnie], stało się oczywiste, że niektóre
informacje najlepiej przekazać za pomocą wykazów, map,
tabel i wykresów. [...] Na przykład - prosta,
jednostronicowa lista nazwisk i czasu panowania władców
od 31 roku p.n.e. do roku 1453 pełni dwojaką rolę. Po
pierwsze - uzmysławia w okamgnieniu, jak długo trwało
Cesarstwo
Rzymskie. Po drugie -
co ważniejsze - podważa tradycyjny na Zachodzie pogląd,
że skończyło się ono lub przestało liczyć w 476 roku
p.n.e., gdy ostatni cesarz zachodniorzymski stracił
władzę" *8.
Profesor Rabb tnie jak brzytwą
Od października ubiegłego roku prasa
brytyjska i amerykańska publikuje recenzje
Europy oraz wywiady z jej autorem.
"Wielkie nowe dzieło wielkiego brytyjskiego historyka",
"róg obfitości", "mistrzowska synteza", "szczyty
erudycji", "lektura nie do pominięcia", "lekkość stylu"
- zachwytów i pochwał jest o wiele więcej niż
zastrzeżeń. "Pierwszą i najbardziej oczywistą zaletą
książki Normana Daviesa jest to, że czyta się ją jak
encyklopedię dla dzieci" - napisał recenzent
"Guardiana".
Zaskakująca była, nie tylko dla
Brytyjczyków, reakcja amerykańskiego profesora historii
Uniwersytetu Princeton w stanie New Jersey, Theodora K.
Rabba, opublikowana na łamach "New York Times Book
Review". W recenzji zatytułowanej Historia w
pośpiechu, będącej litanią ostro sformułowanych
zarzutów, Rabb wytyka Daviesowi m.in. pominięcie wielu
istotnych wydarzeń i postaci, nadmiar dat i nazw
miejscowości, a przede wszystkim - liczne błędy (w tym -
niedocenienie roli Kopernika!).
Oto fragment
recenzji prof. Rabba:
"Dla
studentów Europa
będzie książką zbyt osobistą i przeładowaną aluzjami, a
przeciętny czytelnik będzie musiał brnąć przez wiele
zbytecznych dłużyzn. [...] Niedokładności i pomyłki
zdarzają się średnio na co drugiej stronie. Naliczyłem
siedem błędnych dat w 11 wierszach i wkrótce potem
doszedłem do
wniosku, że nie ma sensu ani dalsze uważne czytanie
książki, ani też polecanie jej komukolwiek, kto chciałby
ją uważać za źródło informacji. [...] Lekkie pióro,
barwny styl i wyczulenie na szczegóły - to zalety dobre
w powieściopisarstwie, ale u historyka ważniejsza jest troska o fakty i
poszanowanie zdobytej w pocie czoła wiedzy. [...] Gdyby
błędów było niewiele - można by to wybaczyć, ale takie
ich nagromadzenie to coś niepojętego. Olbrzymi wysiłek
badań historycznych i tworzenia syntezy dziejów
poszedł na marne" *9.
Davies nazwał prof. Rabba "specjalistą
od wyszukiwania błędów", przyznając jednak, że w
przedsięwzięciu takiej skali trudno o doskonałość.
Pochwały krytyków brytyjskich odnotowuje z satysfakcją,
żałując wszakże, że paru z nich nie odnosi się do samej
materii tekstu. Jeden z recenzentów, popierając
strategiczny zamysł Daviesa zintegrowania historii
Europy Wschodniej i Zachodniej, nie omieszkał zauważyć,
jak dalece autor wprowadził go w życie (Davies jest po
raz drugi żonaty z Polką).
Polsce już
nie jestem potrzebny
Po napisaniu Europy, wielkiej wędrówki poprzez
stulecia, Davies dzieli się z dziennikarzami
spostrzeżeniem, że narody jako byty polityczne mają
stosunkowo krótki żywot. Co więcej, uważa, że rozpoczął
się już proces rozpadu Zjednoczonego Królestwa -
zjawisko równie naturalne jak ludzka śmierć.
"Trzeba będzie co najmniej jednego
pokolenia, aby Rosjanie zaakceptowali odrębność narodową
Ukrainy. U nas jest podobnie: większość Anglików nie
uważa już Irlandii za część naszego związku, jak to było
dawniej" - powiedział Davies. Brytyjskie wybory
parlamentarne przebiegły po jego myśli (wygrali je
laburzyści), gdyż w grudniu ubiegłego roku orzekł:
"Jeśli, co nie daj Boże, będziemy mieć jeszcze jeden
rząd konserwatywny, przyspieszy to dez integrację Zjednoczonego
Królestwa" *10.
Jest oczywiste, że znawcę przeszłości
Europy dziennikarze indagują też o jej przyszłość - tym
bardziej że emocje wokół nowej książki Daviesa zbiegły
się na jesieni 1996 roku z dyskusjami po szczycie Rady
Unii Europejskiej w Dublinie. "Dążenie do unii
monetarnej może okazać się ostatnim etapem strategii
koncentrowania się na sprawach gospodarczych w nadziei,
że pociągną one za sobą integrację w innych dziedzinach.
Osobiście sadzę, że pieniądz nie może być
czynnikiem integracji europejskiej w sytuacji,
gdy brak jest odpowiedniej podbudowy politycznej" *11 - powiedział Davies.
Wydaje się - oceniają dziennikarze -
że Davies wierzy w ideę integracji europejskiej,
ale jednocześnie, tak dogłębnie przestudiowawszy
wszelkie różnorodności i sprzeczności naszego kontynentu,
odnosi się do wizji zjednoczonej Europy co najwyżej z
ostrożnym optymizmem. W jednym z wywiadów powiedział
znamienne słowa: "Być może, w sposób zupełnie niezamierzony,
[pisząc Europę], wniosłem pewien udział
do budowy gmachu wiedzy niezbędnego do stworzenia
prawdziwie europejskiej tożsamości. Nie myślałem o tym,
biorąc pióro do ręki. Ale teraz widzę, że dobrze
napisana historia Europy może przynieść takie owoce"
*12
.
Obecność Europy rzuca nowe światło na Boże
igrzysko, ustawia je w nowej perspektywie. Davies
powiedział już w roku 1988, że Boże igrzysko to tylko
etap na drodze do dalszych prac. Kilka lat później
zawyrokował, że Polsce nie jest już potrzebny. Mówił to,
jakby zdając sobie sprawę z osiągnięcia, w sposób bodaj
równie niezamierzony, pewnego rezultatu: przygotowania
intelektualnego, świadomościowego gruntu pod zbliżenie
Polski z Europą Zachodnią.
Orzeł, gwiazda i harmonia
Zanim praca translatorska Elżbiety
Tabakowskiej zaowocuje polskim wydaniem najnowszego,
tysiąckilkusetstronicowego dzieła Daviesa, z jego
setkami map, wykresów, przypisów i tabel - kilka
miesięcy wcześniej, na jesieni tego roku, ukaże się
polski przekład pierwszej, opublikowanej w roku 1972
książki brytyjskiego historyka White Eagle,
Red Star, poświęconej wojnie
polsko-sowieckiej 1919/20 (w tłumaczeniu Andrzeja
Pawelca).
Właśnie od studiów nad tym
wydarzeniem historii najnowszej rozpoczął Davies przeszło 30
lat temu swe kontakty z historią Polski, w
okolicznościach bardzo niesprzyjających. Gdy na początku lat 60., jako
dwudziestoparoletni student, przyjechał do Polski po raz
pierwszy, wojna polsko-sowiecka była oczywiście w
oficjalnych źródłach i podręcznikach białą plamą, a
dzieł przedwojennych biblioteki nie udostępniały.
Cennym źródłem
informacji o naszej historii najnowszej były więc
rozmowy z Polakami. Davies, jak sam przyznaje, wiele
dowiedział się od swego przyszłego teścia, "żywej
historii Polski", biologa z zawodu, który był więźniem
hitlerowskich obozów koncentracyjnych, tuż po wojnie
przebywał w niewoli sowieckiej, a w latach 50. wyrzucono
go z pracy za odmowę nauczania teorii Łysenki. Ale wiele
lat przedtem brał udział w wojnie polsko-sowieckiej i to
właśnie jego opowieści o przeżyciach z tego okresu
zainspirowały Daviesa do podjęcia żmudnych dociekań,
których rezultatem stała się pierwsza poważna monografia
wojny polsko-sowieckiej: Orzeł biały, czerwona
gwiazda. Jemu też książkę tę zadedykował: "Mojemu
teściowi, którego Los rzucił w sam środek tego absurdu,
ale który dzięki Bogu przeżył" *13
.
Obecnie Davies rozważa propozycję
napisania historii Wrocławia, czego - jak tłumaczył na
spotkaniu w Krakowie - nie potrafiłby zrobić rzetelnie
ani Polak, ani Niemiec. Na co dzień zaś - cieszy się
ciszą Oksfordu, a dla relaksu grywa na harmonii. Jego
żona tego nie znosi, bo gdy jemu harmonia kojarzy się z
Francją, to jej, Polce - z czerwonoarmiejcami.
-
1. "Res Publica"
1990, nr 10
-
2. "Times" 10 X
1996 (wywiad z Normanem Daviesem przeprowadzony przez
Valerie Grove)
-
3. "Times"
jw.
-
4. "Times"
jw.
-
5. "Times"
jw.
-
6. Według wydania polskiego poza
cenzurą, wyd. Przedświt 1988, tłum. Urszula Karpińska.
-
7.
"Times" jw.
-
6. "Sunday Times",
15.12.1996 r.
-
8. "New Statesman"
20.12.1996 r.- 3.01.1997 r.
-
9. "New York Times
Book Review" 1 XII 1996 r.
-
10. "Sunday Times"
jw.
-
11. "Sunday Times"
jw.
-
12. "Sunday Times"
jw.
-
13. Według wydania
polskiego poza cenzurą, wyd. Przedświt 1988, tłum.
Urszula Karpińska.
"Magazyn" nr 27,
dodatek do "Gazety Wyborczej" nr 154,
04.07.1997 |