Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Oficjalna strona internetowa Normana Daviesa
RECENZJE   

RECENZJA Europy

Krzysztof Masłoń

EUROPA ZATRZYMANA W PĘDZIE

Norman Davies powiada przekornie: "Z europejską historią jest jak z wielbłądem: zamiast próbować go zdefiniować, praktyczniej jest go opisać". Największą korzyść z takiego podejścia do sprawy brytyjskiego historyka mają czytelnicy. Co nie znaczy, że lektura Europy. Rozprawy historyka z historią  jest lekka, łatwa i przyjemna, choć tę książkę (a właściwie księgę, bo dzieło liczy 1400 stron i waży prawie dwa kilogramy) czyta się jednym tchem.

Autor pozbawia czytelników Europy , wszystko jedno, w jakim kraju żyjących, bardzo wielu złudzeń. Podważa mity, z nieskrywaną satysfakcją punktuje wszelkie uproszczenia, przemilczenia i zwykle fałsze, od których się roi w historii nauczanej w szkołach, a także niestety na uniwersytetach.

Ponieważ najbardziej "oberwało się" od Daviesa historykom anglosaskim, nic dziwnego, że właśnie w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych odezwały się głosy, że nowa praca autora Bożego igrzyska, powstała w opozycji przeciwko anglocentryzmowi prezentowanemu przez zachodnich naukowców, w rzeczywistości odwraca proporcje, na domiar złego grzesząc nadmiernymi sympatiami propolskimi.

Rozsądnie i z umiarem

Norman Davies, choć nie ukrywa swojej przyjaźni dla Polski i Polaków, nie jest bynajmniej wobec naszych dziejów bezkrytyczny. Jego oceny tych rozdziałów naszych dziejów, kiedy np. do głosu dochodził polski nacjonalizm, są jednoznaczne. Autor Europy namawia do umiaru i rozsądku przy ferowaniu sądów o najbardziej nawet tragicznych wydarzeniach. Tak m.in. czyni, opisując zbrodnie, jakie miały miejsce na Wołyniu, gdzie na wiosnę 1943 r. zginęło 40 tysięcy Polaków. Zginęli oni z rąk ukraińskich, ale świat zachodni o tym nie wie, gdyż przyjęto, że wszystkich zbrodni w Europie Wschodniej dokonali hitlerowcy. Oskarżanie Ukraińców przez Polaków o współpracę z Niemcami mija się z celem. W końcu Polacy współpracowali z Armią Czerwoną, a w Schupo nie brakowało Polaków ze Śląska. O sporach terytorialnych, jakich nie brakuje między państwami, których granice ustalili Stalin, Roosevelt i Churchill, najmądrzej powiedziała hrabina Marion Dönhoff, redaktor naczelny, a później wydawca "Die Zeit": "Najwyższą formą miłości jest chyba taka miłość, która nie łączy się z posiadaniem", wyrażając zarazem nadzieję, że jej rodzinne Prusy Wschodnie są piękne jak kiedyś.

Ale też w jednej z 301 zawartych w Europie tzw. kapsułek (niewielkich rozmiarów opracowań dotyczących różnorodnych kwestii, nie tylko politycznych, ale i kulturowych, społecznych, obyczajowych), zatytułowanej "Elsass", podkreśla Norman Davies, jak wiele mają ze sobą wspólnego: Strasburg, Lwów, Wrocław i Kijów. Wszystkie te miasta - czytamy - "Były kosmopolitycznymi stolicami wielonarodowych dzielnic lub krajów i dla wszystkich roszczenia narodowościowe jednej ze społeczności, z wyłączeniem innych, okazały się jednakowo destrukcyjne".

Norman Davies podważa angloamerykański (a i francuski) schemat historii, w myśl którego "wspólnota atlantycka" stanowi szczyt postępu w rozwoju ludzkości, w II wojnie światowej Dobro zwyciężyło Zło, wszyscy walczący po stronie Hitlera to kolaboranci, ZSRR byt strategicznym sprzymierzeńcem, którego dążenie do bezpieczeństwa usprawiedliwia dominację nad "zacofanym Wschodem". Tym mocniej akcentuje wszystkie fakty, które zadają kłam takim obiegowym opiniom. Nie da się pogodzić z nimi ani Katynia, ani bombardowania Drezna, ani żołnierzy armii Własowa i innych formacji wojskowych wydawanych Sowietom po wojnie przez alianckich sojuszników - na śmierć.

Niech przemówią fakty

O historycznych stosunkach polsko-rosyjskich mówi profesor Davies bez osłonek, przypominając tablicę umieszczoną w klasztorze w Siergijewym Posadzie koło Moskwy: "Tyfus - Tatarzyn - Polak - Trzy Plagi". Związek Sowiecki znalazł sobie znacznie więcej plag, ale o polskiej nie zapomniał. 26 lutego 1939 r. w moskiewskim Teatrze Wielkim wystawiono nie graną od rewolucji operę Glinki Życie za cara na nowo nazwaIwan Susanin , w której bohater tytułowy - poczciwy wieśniak ratuje cara (założyciela dynastii Romanowów) z rąk zaborczych Polaków. Tej opery nigdy nie grano w Warszawie i Krakowie, znalazła się za to na scenie niemieckiego teatru w Poznaniu w 1899 r. i po raz drugi w lutym 1940 roku - w Berlinie.

Okupanci II Rzeczypospolitej nie byli tak finezyjni, jak ich poprzednicy, którzy dokonali trzech rozbiorów Polski i Litwy "przeprowadzonych gangsterskimi metodami; za wszystkimi formalnymi układami kryła się niepisana groźba przemocy, a ofiary zmuszono, aby w milczeniu znosiły swoje okaleczenia".

Rozbiory Polski, z ironią pisze Norman Davies, "są najdoskonalszym przykładem pokojowej agresji, jakim może się poszczycić historia Europy". Za najdoskonalszy zamach wojskowy w dziejach nowoczesnej Europy uważa natomiast brytyjski historyk wprowadzenie stanu wojennego przez generała Jaruzelskiego.

Autor Europy cierpliwie prostuje fałsze i przemilczenia, dając przemówić faktom. W ten sposób omawia m.in. relacje polsko-żydowskie. We Lwowie, który polskie wojska odbierały Ukraińcom, w nocy z 22 na 23 listopada 1918 r. zginęły 374 osoby, w tym 55 Żydów. Świat dowiedział się o "Lemberger pogromie", tymczasem - pisze Davies - "najgorsze rzeczy działy się gdzie indziej. Ale - nie po raz ostatni - ostrze wrogiej propagandy najboleśniej uderzyło w Polskę". Po doświadczeniach kończącego się stulecia, szczególnie po Holocauście pozostało dziedzictwo "wzajemnych oskarżeń, fałszywych informacji, moralnego zamętu".

Bez taryfy ulgowej

Davies nie stosuje taryfy ulgowej w ocenach polityków, szczególnie współczesnych. O Gorbaczowie powiada, że nie był wcale architektem wolności, lecz dozorcą, który "widząc, że tama za moment pęknie - zdecydował się otworzyć śluzę i pozwolić wodzie popłynąć". O Lechu Wałęsie ma Davies do powiedzenia tyle, że "w grudniu 1990 roku przepchał się do prezydenckiego fotela, utraciwszy jedną czwartą elektoratu na rzecz kukły podstawionej przez byle służby bezpieczeństwa".

Najbardziej znaczącą rolę w integracji naszego kontynentu odegrali - zdaniem autora Europy - Jacques Delors, konsekwentny czy raczej uparty przewodniczący Komisji Europejskiej i młody Niemiec Matthias Rust, który pewnego pięknego dnia w 1987 r. wylądował awionetką na placu Czerwonym, przedostając się pod najgęstszą podobno siecią urządzeń przeciwlotniczych w świecie.

Rust za jednym zamachem ośmieszył zimną wojnę, wojujący komunizm i Związek Radziecki. Niebawem ten ostatni przestał istnieć. Europa ma szansę zjednoczyć się, czy jednak tak się stanie, czy - jak chciał tego już w 1948 r. hiszpański pisarz Salvador de Madariaga - "Hiszpanie powiedzą 'nasze Chartres', Anglicy - 'nasz Kraków', Włosi - 'nasza Kopenhaga', a Niemcy - 'nasza Brugia'". Tego nie wiemy i nie wymagajmy od Normana Daviesa, historyka przecież, a nie proroka, odpowiedzi na to pytanie. Na razie Europa wciąż pędzi. Autor jednego z największych bestsellerów ostatnich tygodni na chwilę zatrzymał ją w tym pędzie.

"Rzeczpospolita" nr 32, 17.06.1998

powrót  
www.milosz.pl