Wojna polsko-rosyjska 1920 roku była
tym fragmentem naszych dziejów, który po roku 1945
rugowano najstaranniej z naszej pamięci. O ile udawało
się to w nauce i w popularnych historycznych
opracowaniach, o tyle nie udawało się z pamięcią
narodową. Właśnie dlatego, że przechowuje ona ze
szczególnym pietyzmem to, co sławy i chwały godne.
Pamięć wygranej wojny i niepodległości obronionej od
razu po jej odzyskaniu była zaś dla nas bardzo
cenna. Również jako
dowód na to, że w stosunkach z potężnym sąsiadem ze
wschodu bywaliśmy stroną zwycięską. No i żyło jeszcze
pokolenie żołnierzy i świadków tych wydarzeń. Do tego
też grona ludzi należał teść Normana Daviesa,
angielskiego historyka, od lat zajmującego się losami Polski.
To jemu autor książki o tej wojnie Orzeł biały,
czerwona gwiazda
dedykuje swą pracę i podkreśla w przedmowie, iż to jego
opowieści, którym przysłuchiwał się jak zaczarowany,
sprawiły, że w ogóle powstała.
Chociaż
nie ulega wątpliwości, że Davies sympatyzuje z Polską,
ojczyzną swej żony - to w pracach naukowych pozostaje
obiektywny. Lubimy go jednak właśnie za to, że pisze o
nas, dobrze i źle, ale pisze i rozumie, o czym. Co jest u
naukowców z Zachodu rzadkością; ich historia opisuje jako
europejskie dzieje jedynie siebie samą. Davies dokonał
rzeczy bezcennej, wracając historię Polski Europie. Jego
Boże igrzysko, synteza naszej historii, znalazło
uznanie w świecie, ale i u nas.
Orzeł
biały, czerwona gwiazda
jest pierwszą książką Daviesa
poświęconą Polsce. Napisał ją w początku lat 70. Dopiero
dziś, po latach, ukazało się jej oficjalne wydanie.
Kontekst tych dat jest tu bardzo istotny. Davies
wspomina w przedmowie, jak darowawszy egzemplarz
angielskiego wydania bibliotece UJ, usiłował go
potem odnaleźć i wypożyczyć. Ale książka była w Krakowie
niedostępna. Nawet dla niego! Jej temat stanowił wtedy w
naszym kraju tabu.
Jednak lata milczenia na ten temat
uczyniły zeń - niewątpliwie wbrew intencjom cenzorów -
mit. I dziś, gdy można już o wojnie 1920 roku mówić i
pisać, wracamy do niej pamięcią jak do pięknej legendy.
Wspominamy szarże ułanów, marsz na Kijów, heroizm walk o
stolicę, cud nad Wisłą, ale zaciera się nam tych obrazów
złożony, gorzki kontekst. O
strość politycznych wewnętrznych walk,
toczonych za kulisami wojny, błędy militarne, nieufność
(a tak!) wobec Piłsudskiego... Kto dziś na przykład
wie, że termin "cud nad Wisłą" był elementem gry
politycznej, jaką prowadziła endecja, starająca się
odebrać ten triumf Naczelnemu
Wodzowi?
Nieobecna jest też w naszej pamięci o
roku 1920 niechęć Zachodu wobec Polski. Dziś, gdy
chętnie hołubimy złudzenia o tym, że Europa nas
pokochała za obronienie jej przed "czerwoną zarazą",
brzmi to nieprawdopodobnie, ale tak było. Dyplomaci
Ententy starali się nie drażnić Sowietów i lekceważyli
młode państwo polskie. Ale i społeczeństwa Europy,
zmęczone wojną i kryzysem, pełne entuzjazmu wobec
bolszewickiej rewolucji, też stronę armii
Tuchaczewskiego trzymały. "Ręce p
recz od Rosji!" - słychać było od
Londynu po Paryż. Robotnicy strajkowali, by nie dopuścić
do wysłania transportów z zakupioną dla nas
bronią.
O tym się mało mówi w dzisiejszej
Polsce. Bo to się kłóci z jakże miłą, łechczącą serce
wersją powszechnej wdzięczności za nasze Wiktorie.
Davies pisze o tym bez osłonek. Wyjątkowo cenne są jego
uwagi dotyczące gier dyplomacji zachodnich. Zwłaszcza
brytyjskiej. Lloyd George jawi się jako polityk tyleż
zadufany, co nieudolny. O innym Angliku, który miał dużą
r olę w
ocenie tych wydarzeń, Hankeyu, Davis pisze wprost jako o
kompletnym analfabecie politycznym. W świetle
przytoczonych faktów tzw. pomoc Zachodu dla walczącej z
bolszewizmem Polski - o której tyle trąbił sam Zachód,
jak i bolszewicy -jawi się jako dęta i błaha. Podobnie
wyolbrzymiono udział w naszej wojnie gen. Weyganda,
któremu wielu historyków dziś jeszcze przypisuje główne
zasługi w polskim zwycięstwie. Z jakich przyczyn
-wyjaśnia właśnie Davies.
Angielski historyk nie jest chwalcą tej
wojny i naszych w niej triumfów. Ale pisze o niej
uczciwie, bardzo przy tym barwnie, z pasją. Nie pada na
kolana przed Piłsudskim, ale oddaje mu to, co było bez
wątpienia jego, a co mu często odbierano - prawo do
tamtego zwycięstwa. Tak ważnego dla dziejów nie
tylko Polski, ale i współczesnej
Europy. Chociaż ona sama tak mało o tym wie. Dzięki
Daviesowi - wie więcej.