Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Oficjalna strona internetowa Normana Daviesa
RECENZJE   

RECENZJA Orła białego

Artur D. Liskowacki

ORŁY PRZECIW GWIAZDOM

Wojna polsko-rosyjska 1920 roku była tym fragmentem naszych dziejów, który po roku 1945 rugowano najstaranniej z naszej pamięci. O ile udawało się to w nauce i w popularnych historycznych opracowaniach, o tyle nie udawało się z pamięcią narodową. Właśnie dlatego, że przechowuje ona ze szczególnym pietyzmem to, co sławy i chwały godne. Pamięć wygranej wojny i niepodległości obronionej od razu po jej odzyskaniu była zaś dla nas bardzo cenna. Również jako dowód na to, że w stosunkach z potężnym sąsiadem ze wschodu bywaliśmy stroną zwycięską. No i żyło jeszcze pokolenie żołnierzy i świadków tych wydarzeń. Do tego też grona ludzi należał teść Normana Daviesa, angielskiego historyka, od lat zajmującego się losami Polski. To jemu autor książki o tej wojnie Orzeł biały, czerwona gwiazda dedykuje swą pracę i podkreśla w przedmowie, iż to jego opowieści, którym przysłuchiwał się jak zaczarowany, sprawiły, że w ogóle powstała.

Chociaż nie ulega wątpliwości, że Davies sympatyzuje z Polską, ojczyzną swej żony - to w pracach naukowych pozostaje obiektywny. Lubimy go jednak właśnie za to, że pisze o nas, dobrze i źle, ale pisze i rozumie, o czym. Co jest u naukowców z Zachodu rzadkością; ich historia opisuje jako europejskie dzieje jedynie siebie samą. Davies dokonał rzeczy bezcennej, wracając historię Polski Europie. Jego Boże igrzysko, synteza naszej historii, znalazło uznanie w świecie, ale i u nas.

Orzeł biały, czerwona gwiazda jest pierwszą książką Daviesa poświęconą Polsce. Napisał ją w początku lat 70. Dopiero dziś, po latach, ukazało się jej oficjalne wydanie. Kontekst tych dat jest tu bardzo istotny. Davies wspomina w przedmowie, jak darowawszy egzemplarz angielskiego wydania bibliotece UJ, usiłował go potem odnaleźć i wypożyczyć. Ale książka była w Krakowie niedostępna. Nawet dla niego! Jej temat stanowił wtedy w naszym kraju tabu.

Jednak lata milczenia na ten temat uczyniły zeń - niewątpliwie wbrew intencjom cenzorów - mit. I dziś, gdy można już o wojnie 1920 roku mówić i pisać, wracamy do niej pamięcią jak do pięknej legendy. Wspominamy szarże ułanów, marsz na Kijów, heroizm walk o stolicę, cud nad Wisłą, ale zaciera się nam tych obrazów złożony, gorzki kontekst. Ostrość politycznych wewnętrznych walk, toczonych za kulisami wojny, błędy militarne, nieufność (a tak!) wobec Piłsudskiego... Kto dziś na przykład wie, że termin "cud nad Wisłą" był elementem gry politycznej, jaką prowadziła endecja, starająca się odebrać ten triumf Naczelnemu Wodzowi?

Nieobecna jest też w naszej pamięci o roku 1920 niechęć Zachodu wobec Polski. Dziś, gdy chętnie hołubimy złudzenia o tym, że Europa nas pokochała za obronienie jej przed "czerwoną zarazą", brzmi to nieprawdopodobnie, ale tak było. Dyplomaci Ententy starali się nie drażnić Sowietów i lekceważyli młode państwo polskie. Ale i społeczeństwa Europy, zmęczone wojną i kryzysem, pełne entuzjazmu wobec bolszewickiej rewolucji, też stronę armii Tuchaczewskiego trzymały. "Ręce precz od Rosji!" - słychać było od Londynu po Paryż. Robotnicy strajkowali, by nie dopuścić do wysłania transportów z zakupioną dla nas bronią.

O tym się mało mówi w dzisiejszej Polsce. Bo to się kłóci z jakże miłą, łechczącą serce wersją powszechnej wdzięczności za nasze Wiktorie. Davies pisze o tym bez osłonek. Wyjątkowo cenne są jego uwagi dotyczące gier dyplomacji zachodnich. Zwłaszcza brytyjskiej. Lloyd George jawi się jako polityk tyleż zadufany, co nieudolny. O innym Angliku, który miał dużą r olę w ocenie tych wydarzeń, Hankeyu, Davis pisze wprost jako o kompletnym analfabecie politycznym. W świetle przytoczonych faktów tzw. pomoc Zachodu dla walczącej z bolszewizmem Polski - o której tyle trąbił sam Zachód, jak i bolszewicy -jawi się jako dęta i błaha. Podobnie wyolbrzymiono udział w naszej wojnie gen. Weyganda, któremu wielu historyków dziś jeszcze przypisuje główne zasługi w polskim zwycięstwie. Z jakich przyczyn -wyjaśnia właśnie Davies.

Angielski historyk nie jest chwalcą tej wojny i naszych w niej triumfów. Ale pisze o niej uczciwie, bardzo przy tym barwnie, z pasją. Nie pada na kolana przed Piłsudskim, ale oddaje mu to, co było bez wątpienia jego, a co mu często odbierano - prawo do tamtego zwycięstwa. Tak ważnego dla dziejów nie tylko Polski, ale i współczesnej Europy. Chociaż ona sama tak mało o tym wie. Dzięki Daviesowi - wie więcej.

"Kurier Szczeciński" nr 238, 08.12.1997

powrót  
www.milosz.pl