Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Oficjalna strona internetowa Normana Daviesa
RECENZJE   

RECENZJA Europy

Andrzej Chojnowski

JAK SIĘ PISZE EUROPĘ

Polski historyk na początku wymyśla temat, potem studiuje źródła, a następnie spisuje, co w tych źródłach znalazł. Założenie wyjściowe Europy Normana Daviesa jest zupełnie inne. Aby tę książkę napisać, trzeba było mieć całościową wizję dzieła - mniej więcej tak jak malarz, który na początku musi sobie wyobrazić, jak będzie wyglądało całe płótno, a dopiero potem nasyca je kolorami i szczegółami.

W wypadku książki Daviesa ten szczegół też jest często obecny, ale ma on oddziaływać na naszą wyobraźnię, by uchwycić materialną rzeczywistość przeszłości. Bardzo rzadko zastanawiamy się, jak wyglądało "mięso" codzienności, jak zachowywali się ludzie, jak jedli, jak się ubierali, jak wyglądało ich życie codzienne. Nie chodzi o to, by odtwarzać w sposób dokumentacyjny wszystkie strony ludzkiego życia, lecz o to, by czuć atmosferę i mieć zapach przeszłości w sobie. Wiadomo, że każde miasto inaczej pachnie. Pytanie, czy historyk potrafi to odtworzyć. Europa jest taką próbą. Żeby taką książkę móc napisać, trzeba mieć nieco inną wyobraźnię, inaczej niż dotychczas zabierać się do tej pracy. Nie chodzi o sposób rozłożenia fiszek na stole - istotne jest podejście emocjonalne.

Generalnie mamy do czynienia z trzema typami historyków. Historyk dokumentalista - to typ najbardziej rozpowszechniony - chce powiedzieć, jak to było naprawdę, poskładać szczegóły w chronologiczną całość. Historyk detektyw chce przede wszystkim wyjaśnić zagadkę. I wreszcie historyk impresjonista - ten usiłuje oddziaływać na nasze emocje i wyobraźnię. Taki historyk maluje obraz, który nie tyle ma nas doprowadzić do konkretnej konstatacji na temat tego, jak było, ile chce wyzwolić w nas pewne uczucia i emocje.

Sukces dzieła Daviesa polega między innymi na malarskim ujęciu i na braku poczucia, że swoją książką wyjaśnia się prawdę, bo ta prawda jest niemożliwa do uchwycenia. Autor ciągle przygląda się rzeczywistości z różnych punktów widzenia i za każdym razem obraz ten jest nieco inny. Prawda, którą historyk ma odkryć, jedynie miga gdzieś daleko i uświadamiamy sobie, że nigdy się do niej nie dociera do końca. Jeżeli się chce ukazywać świat na różnych płaszczyznach, jeżeli chce się uchwycić atmosferę minionej epoki, to pewność, że dochodzi się do sedna, już nie jest tak silna. I to czytelnikowi może się podobać, to, że jest prowadzony różnymi ścieżkami, a nie jedną drogą, która prowadzi do jednego celu.

"Wprost" nr 20, 16.05.1999

powrót  
www.milosz.pl