Polski historyk na początku wymyśla
temat, potem studiuje źródła, a następnie spisuje, co w
tych źródłach znalazł. Założenie wyjściowe
Europy Normana Daviesa jest zupełnie
inne. Aby tę książkę napisać, trzeba było mieć
całościową wizję dzieła - mniej więcej tak jak malarz,
który na początku musi sobie wyobrazić, jak będzie
wyglądało całe płótno, a dopiero potem nasyca je
kolorami i szczegółami.
W wypadku książki Daviesa ten szczegół
też jest często obecny, ale ma on oddziaływać na naszą
wyobraźnię, by uchwycić materialną rzeczywistość
przeszłości. Bardzo rzadko zastanawiamy się, jak
wyglądało "mięso" codzienności, jak zachowywali się
ludzie, jak jedli, jak się ubierali, jak wyglądało ich
życie codzienne. Nie chodzi o to, by odtwarzać w sposób
dokumentacyjny wszystkie strony ludzkiego życia, lecz o
to, by czuć atmosferę i mieć zap
ach przeszłości w sobie. Wiadomo,
że każde miasto inaczej pachnie. Pytanie, czy historyk
potrafi to odtworzyć. Europa jest taką próbą. Żeby taką książkę
móc napisać, trzeba mieć nieco inną wyobraźnię, inaczej
niż dotychczas zabierać się do tej pracy. Nie chodzi o
sposób rozłożenia fiszek na stole - istotne jest
podejście emocjonalne.
Generalnie mamy do czynienia z
trzema typami historyków. Historyk dokumentalista - to
typ najbardziej rozpowszechniony - chce powiedzieć, jak
to było naprawdę, poskładać szczegóły w
chronologiczną całość. Historyk detektyw chce przede wszystkim
wyjaśnić zagadkę. I wreszcie historyk impresjonista - ten usiłuje
oddziaływać na nasze emocje i wyobraźnię. Taki historyk
maluje obraz, który nie tyle ma nas doprowadzić do
ko
nkretnej konstatacji na temat tego,
jak było, ile chce wyzwolić w nas pewne uczucia i
emocje.
Sukces dzieła Daviesa polega między
innymi na malarskim ujęciu i na braku poczucia, że swoją
książką wyjaśnia się prawdę, bo ta prawda jest
niemożliwa do uchwycenia. Autor ciągle przygląda się
rzeczywistości z różnych punktów widzenia i za każdym
razem obraz ten jest nieco inny. Prawda, którą
historyk ma odkryć, jedynie miga gdzieś daleko i
uświadamiamy sobie, że nigdy się do niej nie dociera do
końca. Jeżeli się chce ukazywać świat na różnych
płaszczyznach, jeżeli chce się uchwycić atmosferę
minionej epoki, to pewność, że dochodzi się do sedna, już
nie jest tak silna. I to czytelnikowi może się podobać,
to, że jest prowadzony różnymi ścieżkami,
a nie jedną drogą, która
prowadzi do jednego celu.